Niedawno odwiedziły mnie przyjaciółki z internetu :D Obie z dziewczynkami, którym ja, ciocia internetowa, postanowiłam coś podarować od siebie. I to tak na prawdę, w pełnym tego słowa znaczeniu - od siebie :)
Malutka, półroczne dostała czapeczkę z czułkami. Druga dziewczynka, pięcioletnia, musiała dostać coś takiego, z czego była by osobiście zadowolona, więc czapka odpadała ;) Porwałam się więc na kolejne moje ostatnimi czasy wyzwanie - maskotkę :D
Onegdaj, na blogu Jareckiej w Deszczowym Domu zobaczyłam Koty :) Oczywiście właścicielka bloga zaznaczyła, że to nie są JEJ koty, ale już z nią mi się skojarzyły i są na zawsze "kotami od Jareckiej" ;) Wzięłam więc byka za rogi i.... dało radę :D Co prawda kosztowało mnie to dwa wieczory i skurcze w lewym nadgarstku, ale udało się, a Marcelinka wyglądała na zadowoloną z prezentu :)
Moja Tosia tęsknie zerkała na kotka... Modliłam się w duchu, żeby tylko nie poprosiła o takiego samego :P Niestety moje modlitwy były za słabe najwyraźniej, ponieważ Tosia od wyjazdu naszych gości, rozpoczęła śpiewkę, pod tytułem: "Kiedy dla mnie zrobisz takiego kotka???" Przez tydzień pamiętała i codziennie miałczała o maskotkę "czy już dziś mi zrobisz?" No to dobra! Zabrałam się do roboty po raz kolejny i gdy już już byłam na finiszu, Kotka zaczęła potrzebować: spódniczki, bolerka, kokardki... W końcu oddałam ją córce, tłumacząc, że ona już teraz potrzebuje tylko jej opieki :D
Bolerko zdejmowane, spódniczka na stałe. Zgapiłąm się trochę i nie pomyślałam, ale na drugi raz już będzie "luzem" ;)
I kolejny raz dziękuję Jareckiej za inspirację :*
p.s. Swoją drogą, to było by fajnie wiedzieć, jakże ona ma na imię....... ;)


















