"Możliwość tworzenia można określić jeszcze inaczej: Jest to gotowość, by rodzić się na nowo każdego dnia."
Erich Fromm
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szydełkowe drobiazgi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szydełkowe drobiazgi. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 września 2015

Takie rzeczy...

Wiecie...
Czasem tak się dzieje w życiu, że nie mamy na coś zupełnie wpływu. Bez naszej winy czy jakiejkolwiek ingerencji... wali się świat. Nie w przenośni. Dosłownie.
A potem... Strasznie ciężko coś odbudować. Znaleźć siłę, ochotę... Moc jakąkolwiek.
Trudny czas nieco mnie oszukał. Schował sie na chwilę, przyczaił, żeby znowu podłożyć nogę.
I tak na mnie siedział. Jeszcze się nie wygrzebałam ze wszystkich jego (tego czasu) przykrych niespodzianek. Ale to tak w celu usprawiedliwienia. Może mgła się nieco podniesie? Wiatr rozwieje chmury? Może...
Ale to nie o tym blog.
Czy to jeszcze jest w ogóle blog? Zakurzony! Koty wiatr gna po podłodze a przez szyby to nawet świata nie widać! Trochę trzeba tutaj ogarnąć i wrócić do "świata" :)
Postaram się. Może to pomoże trochę w odzyskaniu odrobiny pozytywnego nastawienia. Oby! :)

Wkładam troski do torebki. Ananaskowej, z perełkami ;D Przydała się ;)



Wybaczycie nieobecność i przyjmiecie mnie z powrotem?
Tule mocno :*

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Biel lubi kontrasty

Czyli ciemny róż ozdobi białe dzierganki :)
Tęsknię za zimą :)
Nie myślałam, że kiedykolwiek to napiszę, ponieważ zimy szczerze nienawidzę, ale... Posiedzieć by tak z laptopkiem i gorącą kawką w pokoju, nie musieć nigdzie iść, nic robić w ogródku i generalnie - znaleźć nieco czasu.
Dzieci do szkoły - Na reszcie!!! :D Od słuchania ciągłego szwrgotu mojuej córki nad uchem, rob8i mi się słabo na dźwięk słowa: "mamusiu!" :P
Ponudzić by się... Ach! Jakie miłe słowo ;)
W ramach odkurzania komputerowych zaległości chciałam Wam pokazać to co od dawna już znacie, ale w kontrastowej odsłonie. Z "pazurem" ;D

Na początek szatka i profitka w barwach zdecydowanych :)


I kompletując:



Jak myślicie? Nie nazbyt ekstrawaganckie? ;)

Jeszcze jedno - przepraszam dziewczynki, które zapisały się u mnie na "Podaj dalej" Czas ucieka nioezauważenie, a ja przy budowie, dzieciach, ogrodzie i szydełku, totalnie się nie ogarniam. Proszę o cierpliwość. Na pewno przygotuję paczuszki :)

Ściskam Was serdecznie i - Byle do deszczowej i wietrznej jesieni! ;D



wtorek, 4 lutego 2014

Moje bogactwo

Czyli zbiór niezbędnych szydełek, który niepokoi moją mamę ;)

Trochę ich już się nazbierało, to prawda :D
Moja mama poprosiła mnie o pożyczenie szydełka do pewnej włóczki, która jej się nie robiła odpowiednio :) Wyjęłam zapasy i mówię: proszę, dopasuj sobie :D Ona otworzyła oczy szeroko i pyta: Na co ci tyle szydełek??? Używasz ich?
No wiecie co? Jak to na co??? Bo lubię :D Bo MAM! Używam, jak potrzeba, ale generalnie strasznie mi się podobają i są mi niezbędne po prostu :)


Mamo a tobie po co inne szydełko od tego, które masz??? ;) (mama robi serwetki, obrusy, firanki - generalnie wszystko kordonkiem :) Potrzebuje/potrzebowała onegdaj tylko jednego szydełka :P ) 
I co? Potrzebne tyle szydełek, żeby zawsze mieć z czego wybrać? Czy nie? :D


Mam pomysł teraz na prezent dla mojej mamusi na urodzinki ;)



czwartek, 30 stycznia 2014

Zamroziło mnie

Czyli nie ma nic do pisania - albo leń się panoszy :)
Trochę się rozleniwiłam :) Odstawiłam nieco komputer, bo jest złodziejem czasu. Moim ulubionym złodziejem :D Postanowiłam więc, że muszę go troszkę zacząć dawkować ;)
W dzień Wigilii, na tzw: ostatnią chwilę, wydziergałam bombkę :) Pierwszą w moim życiu :D Myślałam, że to jakaś nie lada filozofia, ale poszło całkiem gładko (poza małymi problemami z suszeniem :P )
Generalnie ostatnio robię nowości :) Nabrałam odwagi ;) 
Zdjęcia - okropne, ciemne, pochmurne... Chcę wiosny!!!




Chyba nie skończę na tej jednej ;) 
Ciepełka życzę :*

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Chwalę się i zapraszam :)

Czyli kto pomyślał, że jestem "ciekawym obiektem" ;)
Wyobraźcie sobie, że nawet z tego docenienia wyszła reklama :)
Jeśli macie ochotę troszkę lepiej mnie poznać, zapraszam do Kasi i jej bloga

Dodatkowo pokaż wam dziś moją świąteczną serwetkę :) Chyba się nieco starzeję... Hmmmm... Serwetki? No proszę was :D




Ciemnica niestety nie służy fotografowaniu, ale romantyczność serwetki mnie powaliła :)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Pokolorować by troszkę

Czyli na jesienne szarugi najlepsze letnie kolorki :)
Bynajmniej dla mojego własnego komfortu psychicznego, trzeba było zdjąć z szydełka biele i szarości i zabrać się za coś w kolorze.... oczywiście niebieskim :D Konkretnie turkusowym ;)
I tak oto, dzięki postanowieniu pokolorowania zamglonego widoku za oknem, z pięknej, delikatnej włóczki Cotton Soft w kolorze soczystego turkusu powstała spódniczka dla mojej zachwyconej córeczki :)
Podziękowanie dziecka: "Mamuniu! Na reszcie coś dla mnie!" - bezcenne :)





Pasek z konieczności ;) Mój szczypiorek gubi spódniczki ;)
Postanowiłam częściej robić coś dla Tosi. Jej radość z otrzymanych ode mnie dzierganek bardzo mnie rozczuliła. Nawet do przedszkola poszła w spódniczce, dumna jak paw i pochwaliła się wychowawczyni i wszystkim koleżankom, że mamusia jej zrobiła. Ale ona uwielbia falbanki i koronki, więc wiedziałam, co zrobić, aby się spodobało ;)
Dużo słoneczka wam życzę :*

czwartek, 14 listopada 2013

Jesienne pielesze

Czyli kto co woli ;)
Tak zrobiło się szaro i buro. Słoneczko odpoczywa po letnim wysiłku...
Czasem lubię takie dni. Patrzę za okno i myślę sobie, że tak fajnie czasem być w domu. Nie musieć nigdzie gonić, spieszyć się do jakiejś pracy, w ogóle wychodzić z ciepłego domku. Lubię w taki szary dzień zagrzebać się w fotelu z włóczkami i szydełkami. Bez wyrzutów sumienia, że na dworze czeka coś do zrobienia. Bo nic innego mi się w takie dni nie chce. Kawka, ciepły sweter i skarpetki i mój koszyczek robótkowy - i jak w piosence: "Niczego nie pragnę więcej..." :)
Nawet komputer buczy cicho z samotności ;) Dlatego dziś nadrabiam nieco.
Domowe klimaty. Takie właśnie przytulne i oswojone. Dopełniające efekt pracy przerobowej letnio-jesiennych słoikowych dni.



Ten wrzos to tak niechcący się wkradł w moje dzierganki :) Musiałam resztkę kordonka jakoś przerobić, bo miejsca coraz mniej na włóczki :)


Za współpracę w tworzeniu zdjęć dziękuję:
- buraczkom;
-korniszonkom;
- nutelli śliwkowej
:D





poniedziałek, 28 października 2013

Aniołki

Czyli rozwinięcie zaczętego tematu :)
Udały się? Nie wiem. Osobiście wolę tego białego. Bez srebra. Dziwne to u mnie, ponieważ na ogół cenię srebrne dodatki... ;)


Tak jak pisałam wcześniej, powstały głównie dzięki Jareckiej :D i jej wspaniałemu blogowemu opisowi usztywniania ustrojstwa. 
Moja droga natchnieniodawczyni utwardzała swe anioły na żarówkach :) Osadzała je w butelkach i w ten sposób pomysłowy unieruchamiała. Ja - jako, że żarówek do butelki wetknąć nie dałam rady, gdyż z małym gwintem posiadałam jedynie powykręcane energooszczędne "cosie", moje żarówy wkładałam w słoiczek po dżemie :D 
Tym sposobem okazało się nagle, że to nie taka znowu filozofia :) Tylko doszłam do pewnych wniosków: Następne aniołki będą bardziej dopasowane do żarówkowego wynalazku. Generalnie to wzór anioła trzeba dopasować, a nie tak jak wcześniej sądziłam - odwrotnie. I dodatkowo wysnułam wniosek, że wzory z internetu, dokładnie odwzorowane, nie mogą pasować na każdy "stelaż" ;)
Naczytałam się bowiem o takowych wiele. Szukając w internecie porad, dotyczących usztywniania aniołków czy dzwonków, napotykałam przeróżne, często przedziwne metody, które jedynie odstraszały mnie od rozpoczęcia jakichkolwiek prac nad tym wynalazkiem urody prawdziwej. Były: butelki po syropie (??? nie mam butelek, wywalam zawsze, czasem wraz z syropem :/ poza tym jak to? na korek? na szyjkę? nie pasuje przecież, kształt inny... ma mieć grubą talię, żeby się zmieściła szyjka? no wyższa szkoła jazdy znowu :D ), pudełka po jogurtach (kolejny raz ???? przecież nie stoją na półkuli :0 mają być płaskie z góry? dziwy ;) ), różnego rodzaju literatki, szklaneczki,cukierniczki (j.w.)
I właśnie w tym dokładnie miejscu, gospodyni Deszczowego Domu powinna się zorientować, że na prawdę gdyby nie ona, moich aniołków by nie było :D Pozostały by w niebycie sfery marzeń i nieustających poszukiwań :D Tym bardziej więc oficjalnie dziękuję ci kochana kobietko. Uratowałaś mi choinkę :*

Szary jest dziwakiem, Jakiś "nieteges"



P.S. Niniejszym dedykuje ten post pani Jareckiej ;D

wtorek, 1 października 2013

Szaro, buro, serduszkowo :D

Czyli szary nie znaczy smutny :)
Moje szarości coraz mocniej się panoszą w moim otoczeniu. Nawet w elementach, które na ogół nie bywają szare. Ale co tam. U mnie być takie chcą i ja im nie bronię. Nie będę się kłóciła o kolor w elementem :D Szkoda czasu na zwady ;)
Szydełkowe witraże. No tak, bo w oknie będą wisiały :) Nic to, że witraż to szklany powinien być. Szklanych nie potrafię zrobić. Zrobiłam sobie nitkowe ;D



Jeszcze tylko okno trzeba umyć... A to już gorzej ;)
Słoneczne uściski :*

piątek, 30 sierpnia 2013

Chusta gotowa!

Czyli popadam w samozachwyt nad moją wytrwałością i samozaparciem ;)



Na reszcie skończyłam :) Cieszę się, że dałam radę i bardzo mi się podoba efekt. Jest mięciutka i milutka, taka jak chciałam.
Jest średniej wielkości. Jak dla mnie, przy moim 1,6m w kapeluszu - idealna ;) 
170cm/135cm/85cm





Marzy mi się jeszcze podobna, tylko z włóczki cieniowanej w błękitach. Ach, może kiedyś :) Póki co - wracam do drobiazgów :P







niedziela, 25 sierpnia 2013

Mycie okna i serwetka potrzebna od zaraz :)

Czyli szybko coś musi być, żeby był efekt odpowiedni :D
Bo okno nie byle kogo, tylko teściowej ;) Więc trza się spiąć i postarać, żeby nie wyjść na "niedokończającom" ;)
 Okno w kuchni u "mamy" czekało na mnie już jakiś czas. Okropna firanka, okropnie zapięta i kompletnie nie po mojemu :P A że teraz mieszkam w TYM domu, to troszkę muszę go dopasować do moich oczu, co by się zbytnio nie męczyły od "codnia" ;D
Więc: (wiem, wiem, nie zaczyna się zdania od "więc" ale... tak mi jakoś pasuje :P ) Zdjęłam paskudę, wypucowałam okno, wyjęłam z szafy zasłonki w kwiatuszki z mojego domu, zazdrostki wykopałam w szafie maminej i oczywiście delikatnie "poniebieściłam" całość. A że brakowało mi kropki nad tym całym "i", to serwetka niebieska musiała powstać na już. 
Szybciutko wybrany wzór ze stosu gazetek (są moją ogromną słabością. Internet aż pęka od schematów, ale co poradzę, jak dla mnie papier ma swoją moc. Kupuję gazetki z dziergankami i składuję, składuję, składuję :) )


I efekt okienny - natychmiastowy :)
"Ofiarodawczyni" na pewno zauważy piękne świeczniki, które zachwyciły moją mamę. "gdzie takie kupiłaś???" było zaraz :D Mówię: nigdzie! Dostałam :) Dziękuję Justynko jeszcze raz, bo są mocno eksploatowane :)


I kilka zdjęć. Ponieważ na ogół nie robię serwetek... Ciekawe dlaczego :) Muszę to koniecznie zmienić ;)






EDYCJA - uzupełnienie fotorelacji :D

Tak jak już pisałam - zdjęcia niezbyt zachwycające, ale jakoś udało mi się przedstawić ogólny zarys. 
Wszystkie elementy tekstylne - staaaare :P
Elementy szydełkowe - moje :)
Dodatki - czasem koleżanek blogowych ;)
Doniczki z fiołkami - MUSIAŁY zostać :P Nie było nawet dyskusji o usuwaniu :/


Szybka reperacja :D

Czyli jak zadowolić małego fusyta ;)
Fusyt = osóbka, której nie zawsze wszystko pasuje :) Delikatnie rzecz ujmując :P
Moja córa takowym właśnie bywa. Lubi rzeczy ładne, czyste i (to najbardziej!!!) różowe ;D
Wczoraj, podczas czyszczenia, od JEJ sandałek ulubionych (czyt: różowiasto-różowych :P ) odpadły nie mniej szałowe kwiatki. Przed wyjściem "na zakupy" dama stwierdza, że nie ma mowy, żeby założyła POPSUTE sandałki. Nie nadają się do chodzenia i koniec. Mega foch i obraza majestatu :) Najpierw się wkurzałam, groziłam, że pójdę sama itp, ale że w perspektywie był zakup trampków do przedszkola, musiałam to jakoś załatwić...
I szybko szybko, kawałek bawełny, szydełko i po 10 minutach już była moja dama skłonna założyć swoje "nowe" sandałki ;)



Radość dziecka - bezcenna :D Do tego motylki, a to już szczyt jej marzeń kompletnie :)
A wyglądały sobie tak: wersja "zepsuta i nie nadająca się da użytku"


Czyli można powiedzieć - przyjemne z pożytecznym :D

wtorek, 20 sierpnia 2013

Poduszka "gęsta"

czyli wykorzystać cały kłębuszek wełny :)
Miałam jeden niewykorzystany wkład do podusi. Miałam dokupić jakiegoś kolejnego włochacza. Miałam. Tylko że zawsze są ważniejsze wydatki, a teraz to już w ogóle... Syn idzie do 5 klasy i ta darmowa edukacja już mi z portfela kompletnie wszystko sprząta :/ Szkoda, że ta darmowość taka droga jest...
Ale w związku z powyższym: wygrzebałam z czeluści szafy sweter. Mój, szkolny, wełniany. Gryzący nieludzko, bo babcia sama wełnę na niego przędła na kołowrotku i osobiście na drutach go dziergała. I żal mi się zrobiło, ze leży od 20 lat i czeka, aż go mole kompletnie rozparcelują po swojemu :) Pomyślałam - pruję :D Troszkę mi ręka zadrżała nad tą niszczycielską działalnością, ale zacisnęłam zęby i tyle. Koniec marnowania miejsca w szafie :P
Dodałam nieco szarości, odrobinkę turkusu - a jakże by to bez niebieskości miało być ;) - i proszę. Leży już "na wierzchu". Na wypadek niedopasowania kolorystycznego mojego turkusu z innymi elementami niegdysiejszego wystroju mojego przyszłego domu - jedna strona jest tylko wełniana - szara. Bez koloru.



I strona "adaptująca się wszędzie" ;D



Nic to, że nadal gryzie ta wełna z dziadkowych owieczek. Podusia wcale nie służy do tulenia :D
 Ma "wyglądać" ;) Takie jej zadanie :P
Myślałam nad zapięciem, ale stwierdziłam, że poco? Przecież moja jest, a że umiem na szydełku, to sobie rozpruję jeden bok, a potem zarobię :D Wystarczyło schować dłuższą nitką na koniec. Jakoś nie lubię guzików i zapinań. Nie mam do takowych serca :)


środa, 14 sierpnia 2013

Pachnie jesienią...

Więc na reszcie - chusta :)
Naoglądałam się, i owszem, chust wszelakiej urody. Najpiękniejsze są niestety na drutach ;) Póki co moje umiejętności są dość ograniczone, ale zamierzam to zmienić i zapisałam się na kurs dziergania drucianego do Iwonki Wyczynia na tych drutach cuda i bardzo konkretnie i zrozumiale uczy na filmikach :) Mam ogromną nadzieję, ze się uda :D
Ale na razie - po mojemu - czyli na szydełku.
Zaczęłam tydzień temu. 



Szło gładko, bo wzór fajny i nie trzeba nad nim myśleć. Leci sobie podczas filmu ;)
Niestety chusta ma to do siebie, ze im dalej w las tym więcej drzew :P Coraz dłuższe ramiona do dziergania, więc - jak to u mnie - i zapał mniejszy, i przybywa wolniej :) No tak już mam niestety, ze na duże rzeczy to cierpliwości mi bardzo brakuje. Ale zawzięłam się! Codziennie minimum dwa rzędy! (no dobra - jeden/jeden i pół ;) )
Stan na dziś:



Włóczka Cotton Soft - Yarn Art. Fajna. Robi się gładziutko, cienka i miękka jak na bawełnę. W 100 gramach aż 600 metrów. Na pewno nabędę jeszcze inne kolorki, bo ograniczyłam się do bieli. Miało być co inne i wychodzi jak zwykle ;)

Witam moje nowe obserwatorki :*
Ponieważ liczba obserwatorów przekroczyła właśnie 100, myślę nad jakimś fajnym cosiem ;) Już niedługo :D
Póki co - dziewczynki z "podaj dalej" prosze o jeszcze odrobinę cierpliwości. Nie zapomniałam - nie nie. Cały czas jestem "w trakcie" ;) To mój ulubiony rodzaj bycia ;D - "W trakcie".
Ściskam otulająco szalowo!



poniedziałek, 8 lipca 2013

Girlanda kwiatowa

Gotowa!
Skończyłam! Jestem bardzo zadowolona, bo na reszcie usiadłam i to skończyłam! Strasznie długo to szło. 
Obliczyłam: łącznie ponad 1000 minut pracy.
Samo dzierganie jakoś leci, ale chowanie nitek to już nie należy do moich ulubionych zajęć :)
Przy okazji załapała się do sesji część mojej sypialni ;)

Oto mój nowy "produkt" ;)



W trakcie realizacji :) Żeby nie było, że kupiłam gotowe ;P




P.S. Ta lampka była kiedyś soczyście zielona i miała żółcisty klosz ;)
No i? Co myślicie?

Girlanda zgłoszona na Urodzinowe Link Party :) Dziękuję za zaproszenie :)